Polskie budownictwo na garnuszku państwa?

Quo Vadis?

Kilka dni temu szeroko propagowana była wypowiedź Dawida Piekarza, wiceprezesa Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, na temat pogarszającej się sytuacji w polskim budownictwie.

Według wiceprezesa Piekarza w przyszłym roku może stracić pracę 150 tysięcy osób w polskim budownictwie. Główną przyczynę potencjalnych zwolnień jest zakończenie wielu dużych inwestycji infrastrukturalnych, których inwestorem było państwo. W ostatnich latach na ten cel z budżetu państwa przeznaczano ok. 30 mld zł rocznie. Państwo jest głównym inwestorem w Polsce i do tej pory aż 60% zleceń dla firm budowlanych pochodziło z sektora państwowego.

Prognozy inwestycyjne państwa na rok 2013 to kwota poniżej 10 mld zł. To zbyt mało, aby utrzymać potencjał polskich firm budowlanych, a przecież na polskim rynku o zlecenia starają się też duże firmy z całej Unii Europejskiej.

Niestety państwowy dobrodziej wykorzystuje swoją monopolistyczną pozycję i nie traktuje znacznej części firm budowlanych jako partnera. Zewsząd słychać narzekania na sposób prowadzenia przetargów oraz przeciąganie w czasie rozliczenia zakończonych budów i wypłacenia sum kontraktowych. Pod byle pretekstem inwestor odkłada w czasie odbiory końcowe i w ten sposób wpędza wykonawców w kłopoty. Wykonawcy nie mogą wywiązać się ze swoich zobowiązań, ponieważ nie otrzymują należności od inwestora. W ostatnim czasie kilka wielkich firm budowlanych zostało postawionych w stan upadłości, a ich podwykonawcy w znacznej części są bankrutami. Niestety państwowy inwestor nie za bardzo się tym przejmuje.

Główny problem tkwi w systemie przetargowym, który praktycznie jako jedyne kryteriom wyboru wykonawcy przyjmuje najniższą cenę i w zapisach umownych jest to cena ostateczna. Wydaje się, że państwowy inwestor po prostu nie daje rady i zadania go przerastają. Kiedyś funkcjonowała w Polsce instytucja inwestora zastępczego. Może warto odkurzyć ten pomysł.

Ale to tylko część prawdy. Inną sprawą jest fatalne zarządzanie firmami budowlanymi w Polsce. Właściciele niewiele robią, aby dywersyfikować swój portfel zleceń. W dalszym ciągu normą w Polsce jest „przyczepienie się” do jednego inwestora, a w przypadku mniejszych firm nawiązanie współpracy na zasadzie podwykonawstwa z większą firmą. Na początku to niewątpliwie pomaga, ale w dłuższej perspektywie  zwykle nie prowadzi do rozwoju i stabilizacji firmy na rynku.

Czy znaczny spadek zleceń w 2013 roku ze strony państwowego dobrodzieja doprowadzi do masowych zwolnień w firmach budowlanych? Mam nadzieję, że sektor da jednak sobie radę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s